Zanim przejdziemy do rzeczy (czyli poszczególnych wpisów), chcę Wam wyjaśnić, skąd wzięła się nazwa mojego bloga.

A nie jest ona przypadkowa.

Jako dziecko większość wakacji spędzałam u mojej Babci na wsi. W jej domu, w kuchni, stał właśnie biały kredens.

Chciałabym napisać, że były w nim suszone zioła, tajemne maści i balsamy przygotowywane przez Babcię wspólnie z okoliczną zielarką… ale tak nie było.

Zamiast tego, w szafie tej mieścił się – dla mnie, wtedy – cały świat. Za oszklonymi drzwiczkami stały naczynia. Po lewej stronie, w małej przegródce, upchane były zapasy mąk i kasz. Pośrodku stał chlebak, a w przegródce „prawostronnej” dziadek trzymał, jak to nazywaliśmy wtedy, golidła – maszynki, pędzle i kremy do golenia zamknięte w drewnianej szkatułce z lusterkiem.

Już dochodzę do sedna. 😉

Dolna część kredensu (nie cała!) przeznaczona była na garnki, sitka i inne akcesoria.

Za to za drzwiczkami po lewej, ach, za nimi, za nimi właśnie schowane były suszone zioła. Dzięki temu, że sięgałam do nich bez problemu, mogłam godzinami wdychać ich upojny aromat, oglądać uschnięte łodyżki, listki i kwiatki i obmyślać plan, jakie tajemnicze mikstury o magicznych właściwościach kiedyś z nich przyrządzę.

I dziś właśnie – poniekąd – nadeszło to „kiedyś”. 🙂

Kosmetyki z domowej apteczki
Kosmetyki z domowej apteczki

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *